Niewidomi nie chcą być dyskryminowani
Autor: DK, data dodania: 19-02-2009 17:08
Przepis kodeksu cywilnego, który ma chronić osoby niewidome przed oszustwami, w praktyce nieraz je dyskryminuje i utrudnia im życie
Słabowidzący lub niewidomi, którzy mimo to umieją czytać (a technika coraz bardziej im w tym pomaga) i mogą składać podpis, nie mogą często z powodu swojej ułomności zawierać umów, w szczególności z bankami: założyć konta czy zaciągnąć kredytu, np. na kupno pralki. Choćby nawet funkcjonowali jak inni, a nawet lepiej: mieli pracę, oszczędności...
Dobry klient, ale niewidomy
– Od kilku lat mam rachunek w mBanku. Agent tego banku zaproponował mi uruchomienie karty kredytowej (jako solidnemu klientowi), ale później bank uzależnił zawarcie stosownej umowy od obecności notariusza przy tej czynności – opowiada “Rz” Piotr Tarasewicz z Krakowa. – Co więcej, grożą zerwaniem wykonywanej przez pięć lat umowy rachunku bankowego. Ów agent skądś powziął wiadomość, że jestem niewidomy: wcześniej nikt mnie o to nie pytał, nie było w ogóle tej kwestii. Zapytał o opinię przełożonych w banku, ci zaś powiedzieli mu, że moja umowa jest właściwie nieważna, bo nie była podpisana przy notariuszu.
Takich przypadków jest oczywiście więcej. To za sprawą art. 80 kodeksu cywilnego, który stanowi, że jeżeli osoba niemogąca czytać ma złożyć oświadczenie woli na piśmie, oświadczenie powinno być złożone w formie aktu notarialnego, czyli w obecności notariusza. Są wprawdzie plany zmiany tej regulacji, ale dopiero w nowym kodeksie cywilnym, na uchwalenie którego przyjdzie zapewne czekać jeszcze kilka lat.
Dolegliwa ochrona
Na razie niepełnosprawnych pod względem widzenia obowiązują ograniczenia. Wymagają od nich dodatkowego zachodu i oczywiście kosztów.
– Niestety, nieraz także oznaczają dyskryminację – mówi Małgorzata Pacholec, dyrektor w Polskim Związku Niewidomych. – Chciałam kupić niedawno pralkę na kredyt. Poszłam do supermarketu z koleżanką, wcześniej zapoznałam się z warunkami zakupu i kredytu, a tu raptem słyszę, że powinnam przyjść z notariuszem. Nie chcemy być tak traktowani, nie chcemy, by zdejmowano z nas bez pytania odpowiedzialność za to, co robimy, na własne zresztą ryzyko.
Art. 80 kodeksu cywilnego zamiast nas chronić, dyskryminuje. Obecnie zdecydowana większość niewidomych lub słabowidzących potrafi odczytać dokument i złożyć podpis.
Z takiego właśnie założenia, że dodatkowe wymagania formalne dla czynności prawnych z udziałem niewidomych mają służyć tylko ich ochronie, wychodzi się we Francji i zakłada, że jeśli niepełnosprawny chce zawrzeć umowę (transakcję) bez notariusza, to robi to na własne ryzyko. Podobnie jest w wielu europejskich krajach.
Archaiczne przepisy
Ale i w Polsce nie wszyscy, także w bankach, rygorystycznie wymagają obecności notariusza. Dość zgodna jest zresztą interpretacja art. 80 kodeksu cywilnego, że naruszenie rygoru notarialnej formy umowy nie oznacza jej nieważności, lecz jedynie pewne ograniczenie dowodowe na wypadek sporu.
Jerzy Bańka, główny prawnik Związku Banków Polskich, uważa jednak, że to są złe praktyki.
– Gdy chodzi o zawarcie umowy, otwarcie rachunku, to wymóg pisemnej formy, a w wypadku niewidomych – notarialnej, powinien być dochowany. Chodzi bowiem o poważne czynności i bank mógłby się narazić na zarzuty i odpowiedzialność, a nie brak wciąż przykładów nadużyć na niekorzyść niepełnosprawnych.
Marek Domagalski
źródło: "Rzeczpospolita", fot. flickr.com

